ZAUŁEK z WOLUMINEM            

Wydarzenia

Sukces SKRZYPKA NA DACHU

Sukces SKRZYPKA NA DACHU

 

 

 

Podobno najbardziej lubimy piosenki, które dobrze znamy. Im więcej mamy lat, tym częściej i chętniej wracamy do dawnych przebojów, oglądamy stare filmy, śmiejemy się z tych samych dowcipów – nawet jeśli, w poszukiwaniu nowości, początkowo twierdzimy, że jest inaczej.

 

RANDKA W JASNO

 

Jest coś intrygującego w pierwotnym zamyśle reżyserskim Jadwigi Grudzińskiej (która od dziesięciu lat z powodzeniem przewodzi aktorskiej ferajnie spod znaku „Teatru Bez Granic”, mającego siedzibę w Domu Kultury Włókniarzy), żeby – było, nie było – z amatorami porwać się na adaptację tak znanego materiału. No bo spójrzmy: Rozmach musicalu znanego z Broadwayu w kameralnych bielskich warunkach? Przy ryzyku, że większość potencjalnych widzów zaznajomiona jest z filmową wersją „Skrzypka na dachu” z 1971 roku z niezapomnianą rolą Chaima Topola? – że o biesiadnej popularności głównego przeboju „Gdybym był bogaty”, tak w warstwie tekstowej, muzycznej, jak i tanecznej (porównywalnej chyba tylko do „Greka Zorby”) nie wspomnimy.

 

 

Po kilku przedstawieniach z pełną widownią, która po każdym spektaklu, nie tylko w geście kurtuazji, dawała owację na stojąco, można stwierdzić z przekonaniem, że spektakl okazał się sukcesem w wymiarze artystycznym i symbolicznym. Artystycznym, ponieważ ponadgodzinna podróż do „świata, którego dawno już nie ma” nie nuży, nie odtwarza w sposób wtórny zgranych klisz, ale zachowując smaczki pierwowzoru, potrafi nadać całości dodatkowy, niepowtarzalnie urokliwy wymiar. Aktorzy, na miarę swoich warsztatowych możliwości, grają bardzo przekonująco, zarówno ci w głównych rolach (Tewje Mleczarza i jego żony Gołdy), jak i w większości pozostałych, nie wykluczając epizodycznych. Zadziwia profesjonalna spójność inscenizacji, biorąc pod uwagę określone możliwości budżetowe Teatru – kreacje aktorskie dobrze współgrają z tymi noszonymi przez postacie. Nie tylko kostiumy, ale także scenografia – zaprojektowana i wykonana przez stałego współpracownika „TbG” Tomasza Gawora (na co dzień plastyka Domu Kultury Włókniarzy), tyleż oszczędna, bez grożącego w podobnych przedsięwzięciach „rykoszetu efekciarstwa” wydaje się współgrać z największym atutem przedstawienia, jakim jest… miejsce jego wystawienia: Sala Ceremonii Cmentarza Żydowskiego. To właśnie tutaj, w tak oryginalnej lokalizacji, spotykają się dobrze znane walory „Skrzypka na dachu” z tymi, które ciężką pracą i talentem udało się uzyskać bielskim pasjonatom. Z tego spotkania na oczach widza rodzi się siła spektaklu, to że wieczór w teatrze/nieteatrze należy do tak udanych.

Samo miejsce – a więc atrybuty budynku takie jak malowidła, tablice pamiątkowe na stałe obecne wewnątrz pomieszczenia, charakterystyczny kształt okien, a także (wypada wręcz powiedzieć: przede wszystkim) rozkład drzwi (bezbłędnie, z pełną świadomością wykorzystanych na potrzeby inscenizacji) – współtworzy aurę niesamowitości z warstwą słowno-muzyczną przedstawienia niczym kładka „ponad rzeką – czasu – której nie ma”… Chyba właśnie w sprzężeniu tych wszystkich czynników tkwi klucz do wiarygodności opowiedzianej w ten sposób dobrze znanej historii, w której momenty niemal komiczne, wynikające z właściwego rozłożenia akcentów humoru słownego i sytuacyjnego mieszają się z determinizmem dramaturgicznym, będącym pochodną losów nie tylko bohaterów, ale całej reprezentowanej przez nich społeczności.

 

 

Sen mleczarza – wraz z wyśpiewaną przez niego wcześniejszą solową partią o „bogactwie w trybie przypuszczającym” (brawo Robert Oleksy!) pozostaną w pamięci na równi z zawadiackim uśmieszkiem bielskiego skrzypka, naturalnością najmłodszych córek, urodą tych na wydaniu i „dobrotliwym demonizmem szanownej małżonki” (rewelacyjna Teresa Antas w roli Gołdy). Fajnie „popijało się z aktorami” przy swataniu, kiedy coraz bardziej pijany świat, niczym ten z powracających mimowolnie obrazów Marca Chagalla – gdy przypominaliśmy sobie „dachy Anatewki”, zlewał się, w jakże symboliczny sposób, w reżyserskiej wizji z hipnotycznym oddziaływaniem uchylonych drzwi, za którymi – w naturalnej scenografii – pojawiało się to, co my, śmiertelnicy, obojętnie z jakiego zakątka świata i z jakiej „przynależności światopoglądowej” zwykliśmy utożsamiać z końcem opowieści. Gdy płomyk świecy, nie tylko tej z siedmioramiennego świecznika, ustanawia związek pomiędzy światem żywych a wiecznością umarłych. Umiejętność dostrzeżenia przez reżyserkę – która wiedziała, że akcja „Skrzypka na dachu” rozgrywa się w roku 1905 – artystycznej szansy wynikającej z połączenia kontekstów historycznych i dramaturgicznych z walorami miejsca wystawienia dzieła na potrzeby tej konkretnej realizacji, a co za tym idzie wprzężenia naturalnej scenerii, tak aby niejako samoczynnie zagrała w przedstawieniu sprawiła, że uzyskane w ten sposób „naoczne ramy czasowe” każą myśleć o bliskim sąsiedztwie grobu jako o czynniku, który paradoksalnie stwarza (inaczej: rozpoczyna) właściwą opowieść.

 

 

Wobec sukcesu artystycznego i frekwencyjnego kilku dotychczasowych przedstawień postanowiono, że kolejne wystawienie „Skrzypka…” na widok publiczny odbędzie się w niedzielę 18 listopada o godzinie 16.00 (bilety są już dostępne w DK Włókniarzy). Przez odpowiednio dobraną godzinę rozpoczęcia spektaklu będzie można uzyskać dodatkowy efekt przejścia od jasności do ciemności, od światła dziennego do chwili, gdy zapada zmierzch. Tym samym w inscenizacji udział weźmie już nie tylko Miejsce, ale na potrzeby spektaklu zostanie wyreżyserowany Czas. (lk)

 

Teatr Bez Granic: SKRZYPEK NA DACHU reż. Jadwiga Grudzińska

 

Powrót

Miejsce wydarzenia

Dom Kultury Włókniarzy
ul. 1 Maja 12
43-300 Bielsko-Biała
Telefon: +48 33 812 56 93; e-mail: wlokniarz@mdk.bielsko.pl
Termin:  2018-11-17 - 2018-11-18
Godzina: 16:00:00