
Do domu wraca się dopiero wtedy, kiedy jest tak ciemno, że nie widać własnej dłoni, za to wyraźnie widać mały i wielki wóz, i już bardzo nie można doczekać się kolejnego dnia. Noga zdarta od ostatniej wspinaczki po śliwce, a papierówki to najbardziej smakują te od sąsiada, dosięgnięte ukradkiem. Mlecze farbują dłonie, szczaw zjada się prosto z łąki, młode pokrzywy parzą najbardziej, a mama mówi żeby czegoś tam nie zrywać, bo jest trujące. Powietrze pachnie upałem, trawą i przygodą. Przekrzykują się koniki polne, pasikoniki i świerszcze. Jest fioletowo od chabrów, czerwono od maków i niebiesko od niezapominajek. Poczujcie „Kwiaty naszego dzieciństwa".
Wernisaż 8 października g.17.00
Wystawę będzie można ogląda do 30 października.
Wstęp bezpłatny.